Inne planety.

No cóż? Upłynęło sporo czasu od ostatniego wpisu więc z szacunku dla tych kilku oświeconych czytelników, którzy co jakiś czas zaglądają w moje skromne progi jestem zmuszony coś spłodzić. 🙂 Niech ilustracją do dzisiejszych rozważań będzie obrazek, który widać poniżej. Life it’s a tricky thing jak to ktoś powiedział (Radek K. by pamiętał kto, ja mam już demencję i inny poziom wrażliwości) i miał rację. Aby spojrzeć na całość procesów jakie nas otaczają i zacząć je analizować takimi jakie są w oderwaniu od narzutów własnego ego trzeba dojść do momentu, gdy zauważymy, że nas nie definiuje to ile mamy, jakie mamy wykształcenie, czy jesteśmy pożądani czy nie, ale fakt, że mamy w ogóle możliwość egzystencji w otaczającym nas cyrku. Aby to osiągnąć trzeba sporo stracić, dużo zyskać, sporo wycierpieć ale też odczuć wiatr w żaglach, czyli im dłużej żyjesz i więcej myślisz tym więcej wiesz i więcej szczęśliwy jesteś bez względu na to co się zdarza. Tak myślę, że nie będzie to tekst mojego życia bowiem powiem wam szczerze, że obserwacja otoczenia pcha mnie coraz mocniej w objęcia samotności i izolacji oraz groteski na poziomie Monthy Pythona. Cóż, ludzie nadal uważają, że sukces równa się to ile masz na koncie. Biedacy. 😛

Czytaj dalej Inne planety.

Hal 9000

Koncert Klausa Schulze (ex Tangerine Dream) i Lisy Gerrard (ex Dead Can Dance) z Bazyliki Salezjanów przy Kawęczyńskiej w Warszawie, zarejestrowany 13 listopada 2008 roku, by Piotr Kosiński<3 Mini Max is still alive!

Napędzanie przez porównanie.

Każdy człowiek potrzebuje napędu do działania. Większość z nas przynajmniej do pewnego momentu funkcjonuje na bazie etapów, czyli zakładamy sobie scenariusze, które później z lepszym lub gorszym skutkiem próbujemy realizować. Najbardziej prymitywną formą motywacji ale też najpowszechniejszą jest napędzanie przez porównanie. Ogarnij się, zmień pracę, zrób biznes, będzie ci się powodzić lepiej – kto nie słyszał takich rad będąc w czarnej doopie? Przyznam szczerze, że na mnie ten schemat działał do mniej więcej trzydziestki, wtedy to zatracając się w wyścigu szczurów zacząłem powoli dochodzić do wniosku, że ta droga prowadzi do nikąd bowiem po pierwsze zawsze znajdzie się ktoś stanowiący wyzwanie czy to materialnie, czy pod względem ilości i jakości mięśni a także kalibru posiadanej w danej chwili kobiety ale także stopa zwrotu z takiej inwestycji (czas, stres, zasoby) jest zazwyczaj wysoko niesatysfakcjonująca, no bo skoro już tyrasz na tej siłowni po parę godzin, masz osiągnięcia w stanie konta, gadanę i szacunek to chciałbyś się obracać w towarzystwie kobiecej, fizycznej dziesiątki a tymczasem ona nie jest zainteresowana właścicielem czeskiej trzystu konnej limuzyny tylko torebkami za dwa klocki, które leżą na ulicy w krajach Zatoki Perskiej a także właścicielem firmy produkującej drony służące do zabijania ludzi – oczywiście wytłumaczy sobie, że typ ma stresującą pracę więc musi się relaksować chodząc na dziwki, podczas gdy ty miałeś ciosane kołki na głowie wychodząc z kolegami na drinka . 🙂

Czytaj dalej Napędzanie przez porównanie.

A day at the beach.

Do najnowszego wydania norweskiej grupy Airbag podchodziłem kilka razy. Przy pierwszym przesłuchaniu materiał nie położył mnie na kolana, jednak słuchając go później wielokrotnie, szczególnie w trakcie rowerowych eskapad odkryłem w końcu ukryte piękno dźwięków tak bliskie każdemu miłośnikowi muzyki progresywnej. Airbag poznałem pierwszy raz w czasie jednego z InoRock festiwali organizowanego rokrocznie przez Piotra Kosińskiego, legendarnego prezentera zamordowanej niedawno Trójki i wieloletniego redaktora naczelnego wydawnictwa Rock Serwis,  w którym pisywał między innymi Tomek Beksiński. Airbag to także znakomity norweski gitarzysta – Bjorn Riis, autor genialnej, solowej płyty zatytułowanej A Storm is Coming. Jeśli wciągają Cię dźwięki takich kapel jak Porcupine Tree, Pink Floyd czy Marilion to w ostatnim albumie Airbag znajdziesz wszystko czego szukasz w muzyce. Polecam słuchać w ruchu, czy to na rowerze, motocyklu lub nawet jadąc samochodem w blasku zachodzącego słońca. Czytaj dalej A day at the beach.